piątek, 1 stycznia 2016

Rozdział 3

- Cześć mama, tato. Hej Adam. - powiedziałam i weszłam do kuchni.
- Kochanie, a ty nie miałaś nocować u Chleo? - zapytała, a ja przystanęłam w półkroku. Przełknęłam ślinę i uśmiechnęłam się sztucznie.
- Przyszłam wczesnym rankiem. - powiedziałam pewna i usiadłam koło taty.
- Bolą? - zapytał i wskazał na moje nadgarstki. Jeden był siny, a drugi miał tylko małego siniaka.
- Nie. - skłamałam. Tata westchnął.
- Amelio kto ci to zrobił? - zapytał spokojnie tato.
- Przecież mówiłam, że przytrzasnęłam sobie rękę. - odpowiedziałam, a tata nie ciągnął dalej tego tematu, byłam zła na siebie, że wykorzystuję pokłady jego zaufania wobec mnie.
- Pamiętaj, że o 15 idziemy na obiad do Horanów. - przypomniała mi mama, a ja przytaknęłam. Mama podeszła do mnie i pogłaskała mnie po głowie. - Nie martw się. Wszystko będzie dobrze Kochanie. - wyszeptała i pocałowała mnie w głowę. Kocham ich.
- Amelia pogramy w nogę? - zapytał Adam i wziął piłkę z przedpokoju.
- Jasne! - odpowiedziałam entuzjastycznie i wzięłam młodemu piłkę. Poszliśmy grać do ogrodu. Mieliśmy tam małe boisko. Zgadnijcie kto wygrał!

~*~

Stałam przed domem Niall`a i klęłam w duchu. Czemu rodzice nie przyjaźnią się z ludźmi, którzy mają normalne dzieci. Mama zadzwoniła, a ja liczyłam do dziesięciu. Drobna blondynka otworzyła nam drzwi na oścież i zaprosiła do środka. 
- Och Amy. Jak ty urosłaś. - powiedziała pani Horan. Pomińmy fakt, że widzimy się prawie codziennie, ale takie ciotkowate gadanie to tradycja. 
- Nie sądzę pani Horan. Chyba zawsze będę miała te żałosne metr 63. - powiedziałam i uśmiechnęłam się życzliwie. Pani Maura przytuliła mnie i wtuliła swoją głowę w moje ramię. Weszliśmy do jadalni. No nie powiem, Niall się postarał. Dom wygląda dobrze, nie tak jak wczoraj.
W tym momencie Niall wszedł do jadalni. 
- Dzień dobry. - powiedział i podał rękę najpierw mojej mamie, a potem tacie. - Cześć. - zwrócił się do mnie i przyciągnął mnie do siebie. Złączył nasze usta w brutalnym pocałunku. W moim osiemnastoletnim życiu całowałam się raz. Z bratem Chleo. Było... miło. Pocałunek z Niall`em był inny. Gdy się od siebie odsunęliśmy Niall miał całe czerwone usta. Nasi rodzice stali z otwartymi ustami, a Adam poruszał dwuznacznie brwiami.
- Chcieliśmy wam powiedzieć, że jesteśmy razem. - powiedziała Niall, a ja przypomniałam sobie o drugim zadaniu. On tak na poważnie. Najpierw traktuje mnie jak śmiecia, a teraz... 
- Gratulujemy. - powiedział Bobby Horan i przytulił mnie. Potem każdy po kolei nam pogratulował i usiedliśmy do stołu.  Dostałam smsa, od Niall`a.

"Myślałaś, że sobie żartuję Kochanie. Jesteś moją dziewczyną. A teraz zadanie trzecie. Dzisiaj o 20 jest impreza u Louis`a Tomlinsona. Jak zwykle ubierz się seksownie i bądź moją dziewczyną. Nie udawaj, po prostu nią bądź."

Znowu jęknęłam cicho i odłożyłam telefon. Założyłam nogę na nogę i wsłuchiwałam się w głos pani Horan.
- Odkąd dzieci jesteście razem?
- Od kilku tygodni się spotykamy, wczoraj zapytałem się Amy, czy zostanie moją dziewczyną. - tak jasne zapytałeś i rzecz jasna liczyłeś się z moim zdaniem żałosny dupku. - A ona się zgodziła. - chyba zauważył to jak przewracam oczami, bo gdy to mówił zacisnął szczękę i pięść.

~*~

Ubrałam się jak dziwka. Chociaż nie. Czułam się jak dziwka w tym ubraniu. Kłusa spódniczka, wysokie buty, kocia kreska. Nie wierzyłam w to co ze sobą robię. Niall napisał mi sms, że mam podejść do niego, więc czekałam przed jego domem i zaczęło mi się robić bardzo zimno. Cholera myślałam, że przyjdzie od razu nim zacznę zamarzać, chyba moja kurtka nie była zbyt ciepła. Horan wreszcie wyszedł z domu i zilustrował mnie zaraz po tym jak zakluczył drzwi.
- Wow zakonnica w miniówie. - skomentował i pokonał trzy schodki, po czym otworzył samochód. Zajęłam miejsce pasażera. Bardzo się bałam. - Boisz się, prawda? - czułam się jakby czytał mi w myślach.
- Prawda.
- Nie musisz. - spojrzał na mnie i odpalił silnik. Po dłuższym czasie jego ręka znalazła się na moim kolanie, a ja zbyt bardzo się bałam żeby ją strzepnąć. - Jesteśmy. - czułam się wybawiona gdy to powiedział. Natychmiast wyszłam z jego wozu i poszłam w stronę domu Louisa, jednak Niall mnie zatrzymał. - Czekaj Mała. - zaśmiał się i objął mnie ramieniem wokół talii. Nie robił tego brutalnie jak miał w zwyczaju, nawet to co powiedział było dosyć delikatne, jego śmiech i uśmiech również. Niall nie zadzwonił ani nie zapukał, po prostu pociągnął za klamkę i wszedł razem ze mną. Po krótkiej chwili znaleźliśmy się w salonie. Jak zauważyłam nie była to wielka impreza jak u Horana ostatnim razem, było to raczej kameralne spotkanie. Czyli nie ma szans na wtopienie się w tłum. Kilkanaście osób, więcej nie.
- Hej wszystkim. - zawołał żwawo Niall i usiadł na kanapie ciągnąc mnie za nim przez co skończyłam siedząc na jego kolanach i opierając się o jego tors.
- Horan popierdoliło cię? - zapytał Harry z uniesioną prawą brwią.
- Ale o co chodzi? - Styles nawet nie ukrywał, że chodzi mu o mnie, bo wskazał na mnie palcem.
- Myślałem, że jej nie trawisz. - ałć.
- To źle myślałeś. - warknął Niall.
- Ok sorry stary. - Harry podszedł do niego i bratersko uścisnęli sobie dłonie. Po godzinie gadania i picia Horan wstał razem ze mną z kanapy i chwycił mnie za rękę.
- Idziemy na górę. - mrugnął do nich, a oni zaśmiali się porozumiewawczo. O cholera. 
Pokonałam razem z Horanem schody i z trudem dotrzymywałam mu kroku. Weszliśmy razem do jakiegoś pokoju. Horan nie czekał na nic po prostu wpił się w moje wargi. Przez chwilę się opierałam, ale potem przypomniało mi się, że muszę, więc oddałam pocałunek. Niall pociągnął zębami moją wargę przez co jęknęłam w jego usta.
- O kurwa. Gdy to robisz, to jest takie gorące. - wyszeptał i ustami powędrował na moją szyję. 
Gdy już zrobił mi malinkę, swoimi dużymi dłońmi chwycił mnie za tyłek i podniósł, sprawiając przy tym, że oplotłam się nogami wokół jego brzucha. Z trudem musiałam przyznać, że podobało mi się to, aczkolwiek pewnie gdyby nie był to mój dręczyciel podobałoby mi się to jeszcze bardziej, chociaż ja dalej w nim widziałam Horana, którego znałam kiedyś. Gdy tak na nim trzymałam swoje nogi przez przypadek dotknęłam moim kroczem jego, co spowodowało jego westchnięcie. Co ja robię?
- Rób tak Kochanie. - jęknął w moje usta. Nie chciałam tego, a gdy to spostrzegł przestał być tak miły. - To czwarte zadanie. - warknął i spojrzał na mnie oczami ciemnymi od podniecenia. Miał zmierzwione włosy i był czerwony. Wyglądał słodko i zarazem tak cholernie gorąco. 
Zaczęłam ocierać się o niego, a Niall wzdychał głośno.
- O kurwa co ty ze mną robisz, za chwilę dojdę bez bezpośredniego dotyku. - jęknął mi do ucha, takim seksownym niskim, zachrypniętym głosem. Niall staje się słabszy gdy robisz mu dobrze, pomyślałam z ironią. 
Tylko chcę odzyskać mój pamiętnik.
Ale zamiast tego doprowadzasz go do kompletnego szału.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Nigdy nie myślałam, że jestem aż tak zboczona.

poniedziałek, 1 września 2014

Rozdział 2 "Zadanie pierwsze i drugie, czyli najgorsza impreza XXI wieku"

- Ale się wpakowałaś! - powiedziała Chleo i rozłożyła się na moim łóżku. Miała rację. Wpakowałam się po uszy. - Idziesz tam? - zapytała po chwili milczenia.
- Nie mam wyjścia. Pójdziesz ze mną? - Chleo pokiwała twierdząco głową i przytuliła mnie. Boję się. Cholera, to dopiero pierwsze zadanie. Co będzie potem? - Powiedział, że mam się ubrać seksownie. - dopowiedziałam z lekkim zażenowaniem. Nie mam żadnych seksownych ubrań. Kurczę, może ja ubieram się jak zakonnica?
- No to idziemy do mnie. - powiedziała i pociągnęła mnie za rękę na parter. Rodzice dziwnie na nas popatrzyli, a mama spojrzała na moją zabandażowaną rękę. No tak. Wydało się, a tak dobrze to przed nią kryłam.
- Gdzie idziecie? - zapytał tata i ściszył telewizor.
- Mogę dzisiaj nocować u Chleo? - zapytałam i schowałam moją dłoń w czeluściach kieszeni. Często nocowałam u przyjaciółki, z resztą ona u mnie też. Nawet miałyśmy nasze rzeczy w domu drugiej. Tata spojrzał na mnie przenikliwym wzrokiem, a mama odłożyła swoją książkę na półkę.
- Możesz, ale bądź grzeczna i wróć jutro przed południem, bo idziemy do państwa Horan. Dobrze? - zapytała. Chwila, chwila. Niall robi dzisiaj imprezę, a jutro przyjeżdżają jego rodzice. On jest normalny? Czasem wydaje mi się, że nie.
- Muszę iść z wami? - zapytałam i opuściłam głowę.
- Wiem, że pokłóciliście się z Niall`em, ale państwu Horan bardzo zależało na tym, żebyś przyszła. - odpowiedziała, a ja pokiwałam ze zrezygnowaniem głową. No cóż, takie życie.

~*~

Razem z Chleo kierowałyśmy się w stronę domu Horana. Miałam na sobie czerwoną miniówę, którą sama nigdy bym nie kupiła, czarne szpilki, na których ledwo chodziłam, czarne rajstopy i biżuterię. Chleo była ubrana o wiele lepiej. No, ale cóż. Jak to napisał mój prześladowca "Im mniej tym lepiej". Chleo nie zadzwoniła, ani nie zapukała tylko najzwyczajniej w świecie weszła. Szłam zaraz za nią. Było tam dużo ludzi. Cholera jasna, żeby moi rodzice nie dowiedzieli się, że tu byłam, przecież mieszkają obok. Przecisnęłyśmy się przez ten tłum nastolatków. Chleo podeszła do barku i poprosiła o drinka Zayn`a, który widocznie robił za barmana. 
- A ty chcesz coś? - powiedział, gdy skończył robić Chleo napój z procentami. Jakby to jeszcze brzmiało jakoś uprzejmie, ale mówił to takim tonem jakby chciał mi powiedzieć "Co ty tutaj robisz kujonico?".
- Nie dzięki. - odpowiedziałam i poczułam wibracje w mojej torebce. Wyciągnęłam z niej telefon i drżąco dłonią nacisnęłam na ikonkę wiadomości.

Od: Nieznany 

Widzę, że się postarałaś. Chcesz wiedzieć kim jestem?
Wyjdź na taras, czekam.

Wrzuciłam telefon z powrotem do torebki. Wzięłam głęboki oddech i wyszłam na ten przeklęty taras. "Będzie dobrze, Amelio, wszystko będzie dobrze." Powtarzałam w myślach, ale czułam, że łzy cisną mi się do oczu.
- Cześć. - powiedziała postać, która stała daleko, za daleko, żebym mogła ją dokładnie widzieć.
- Kim jesteś i dlaczego mi to robisz? - krzyknęłam i się rozbeczałam. Choler Amy, czemu jesteś taka słaba?
- Cicho bądź, bo ktoś cię usłyszy. - postać podeszła do mnie i wtedy wiedziałam kto to. Niall... A kto inny? Boże, już po mnie. 
- Czemu? Co ja ci zrobiłam?
- Raczej zapytaj co ja ci zrobię. - powiedział z szyderczym uśmiechem. - Będziesz moja rozumiesz? - zapytał i chwycił moje nadgarstki i ścisnął je. Pokiwałam twierdząco głową. Bałam się. Czemu jestem takim tchórzem. - Czytałaś "Pięćdziesiąt twarzy Greya". - zaczerwieniłam się i przytaknęłam. - Będziesz moją uległą. - nie czułam moich nadgarstków, były całe sine, nie pierwszy raz tego dnia. - A teraz wyjdziesz z tej imprezy. - puścił moje ręce, a ja szybko próbowałam wyjść z ogrodu, tylną bramą. - Poczekaj. Drugie zadanie! - krzyknął za mną, a ja poczułam dziwne uczucie w brzuchu. Odwróciłam się, a on zapalał swojego papierosa. - Masz udawać moją dziewczynę. - powiedział niewzruszony, a ja przełknęłam głośno ślinę. Jestem pewna, że w tej ciszy usłyszał to. - Powiedz coś! "Tak" czy "Nie"?! - warknął.
- Tak. - a miałam inne wyjście? No właśnie!
- Możesz iść. - syknął i wrócił do salonu. Pędem pobiegłam do domu, na szczęście nie miałam daleko. Delikatnie otworzyłam drzwi i cichutko weszłam po schodach do mojego pokoju. Wzięłam szybki prysznic i zmyłam ten cholerny makijaż. Spojrzałam na moje nadgarstki i jęknęłam cicho. Obmyłam twarz zimną wodą i poczułam słoną łzę, która zaczęła spływać po moim policzku, tworząc tym samym delikatną rysę wody na mojej kości policzkowej.
- Jesteś skończona Amy. Ale spójrz na to inaczej. Jeszcze sześć pieprzonych miesięcy i idziesz do college`u. Nowy Jork. Nowe życie. - pocieszałam się, ale to nie pomogło. - O ile za te sześć miesięcy nie skończysz w kostnicy. - szepnęłam i kopnęłam nogą dywanik. Popatrzyłam na mojego nogi. - Ale mam grube nogi. - westchnęłam. No tak. Ponoć jestem mistrzynią zmieniania tematów.  
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej! :) Rok szkolny się zaczął :/ Buuuuuuuu :'(

sobota, 30 sierpnia 2014

Rozdział 1 "Gorzej być nie mogło, a jednak..."

Kolejny dzień w liceum, kolejne upokorzenia i kolejne spotkanie z nim. Nie mam na to wszystko siły. On traktuje mnie jak śmiecia, kto by pomyślał, że kiedyś byliśmy niemal nierozłączni... A teraz? Omijam go szerokim łukiem, bo się go boję. Czemu wszystko między nami się skończyło? Sama nie wiem. Wyszłam z łazienki i poszłam do kuchni, gdzie od samego rana urzędowała mama.
- Cześć córciu. Dzisiaj twoje ulubione naleśniczki. - powiedziała i wręczyła mi talerz naleśników z owocami.
- Dziękuję mamuś. - odpowiedziałam i pocałowałam ją w policzek. - Gdzie tata? - zapytałam, gdy zauważyłam jego brak. Adama też nie było.
- Musiał szybciej pojechać do szkoły, wziął ze sobą Adasia. - odpowiedziała, a ja mruknęłam coś w stylu "Yhy". Po dziesięciu minutach byłam gotowa do wyjścia. Chwyciłam moją torbę i zabrałam jeszcze z mojego biurka referat z angielskiego. Wyszłam z domu i poczekałam chwilę na moja przyjaciółkę, z którą zawsze idę do szkoły.
- Hej Amy. - przywitała się ze mną. Przywykłam do tego, że wszyscy w szkole mówią do mnie "Amy".
- Cześć. - powiedziałam i dałam jej całusa w policzek. Przez całą drogę do szkoły rozmawiałyśmy o jakiś pierdołach. O ciuchach, piosenkach i takich tam.
- Słyszałaś o tym, że Horan robi w piątek imprezę, bo jego rodzice gdzieś pojechali? - zapytała, a ja pokiwałam przecząco głową. Mama coś mówiła, że pani Maura i jej mąż jadą do ich starszego syna, czy coś, ale mało mnie to interesowało, więc nie słuchałam dokładnie. - Zaprosił całą szkołę...
- Oprócz mnie. - przerwałam jej, a ta wyciągnęła swojego smartfona.
- Patrz co Horan mi napisał. - podała mi swój telefon. "Hej. Pewnie wiesz, że w piątek jest u mnie impreza. Jak chcesz to przyjdź, jak nie to płakać nie będę. Możesz wziąć też tę twoją przyjaciółkę. Niech się cieszy, że ją zaprosiłem." Przeczytałam tą wiadomość i westchnęłam cicho. Oddałam Chleo telefon i pokiwałam przecząco głową.
- Nie mam zamiaru tam iść. - odpowiedziałam i weszłyśmy do szkoły. Po co on mnie tam zaprasza... Boję się go. Może chce mi coś zrobić, albo znowu upokorzyć... Podeszłam do swojej szafki i wyciągnęłam książki, które były mi potrzebne na pierwszą lekcję, którą jest mój ukochany angielski. Zamknęłam szafkę i postanowiłam udać się pod salę, w której będziemy mieli lekcję. Gdy tak szłam, nagle ktoś na mnie wpadł. Przewróciłam się i chciałam nawrzeszczeć na tę osobę, która mnie przewróciła, ale gdy zobaczyłam kto to zrobił zaniemówiłam. Przestraszona zaczęłam zbierać moje rzeczy, a on tylko się szyderczo śmiał.
- Patrzyłabyś jak leziesz idiotko. - powiedział i nadepnął na moją rękę. To tak cholernie bolało. - A teraz przeproś. - nic nie powiedziałam. W moich oczach pojawiły się łzy. Gdzie jest mój stary Niall, który był dla mnie taki miły? - Przeproś powiedziałem! - jeszcze mocniej naciskał na moją rękę. Wokół nas zrobiło się już spore kółko.
- Przepraszam. - powiedziałam, a on wziął swoją nogę z mojej ręki. Szarpnął mną i przygwoździł mnie do ściany.
- Widzisz. Jak chcesz to możesz dziwko. - wysyczał i mnie puścił. Pozbierałam resztę moich rzeczy, a potem uciekłam do toalety. Obmyłam rękę zimną wodą. Była cała sina, aż pulsowała. Dobrze, że to lewa ręka, bo nie mogłabym pisać... Nagle do łazienki wparowała Chleo. Mocno mnie przytuliła.
- Boli? - zapytała, a ja tylko pokiwałam twierdząco głową. - Co ten sukinsyn ci zrobił! - bardziej stwierdziła niż zapytała. Ogarnęłam się trochę i poszłyśmy na lekcję. Pani obdarowała mnie ciepłym uśmiechem, a ja szybko zasłoniłam moją rękę. Jak zwykle usiadłyśmy w trzeciej ławce. Horana i jego dwóch kumpli nie było. I bardzo dobrze, żeby bić dziewczynę, to trzeba mieć nie po kolei w głowie.
- Połóżcie wasze referaty na biurku i zaczniemy lekcję. - powiedziała pani Johnson, a mój referat po krótkiej chwili znalazł się na stercie innych.

~*~

Pokazałem dzisiaj tej tępej idiotce. Mówiłem jej już nie raz, że ma się trzymać ode mnie z daleka, a że nie posłuchała to nie moja wina. Siedziałem z chłopakami na parkingu przed szkołą i paliliśmy papierosy. Śmialiśmy się z różnych rzeczy, głównie z lasek.
- Nie uwierzycie kogo ostatnio zaliczyłem. - powiedział dumnie Zayn i podpalił kolejnego papierosa. Razem z kumplami pokręciliśmy głowami na znak, że nie wiemy. - Perrie Edwards. - odpowiedział, a my zaczęliśmy mu gratulować. Perrie to nie mała laseczka. Sam chętnie bym się z nią pobawił, ale jest strasznie niedostępna. Ciekawe jak to zrobił.
- Jak to zrobiłeś stary? - zapytałem.
- Alkohol i taka mała tableteczka. - odpowiedział i zaciągnął się.
- Nie ładuj. Szacun. - powiedział Lou i klepnął go w ramię. No nie wiem. Jakby się z nim kochała z nie przymusu, to byłoby chyba lepiej, co nie? 
- Masz już rzeczy na jutrzejszą imprezę? - zapytał mnie Liam i spojrzał na mnie wyczekująco. 
- No jasne. Alkohol jest, dragi są, będzie biba stulecia. - powiedziałem i zaśmiałem się.
- Dobra. Chodźmy na lekcje, bo mnie babka z biologii zabije. Tępy babsztyl. - gdy chłopcy byli już w szkole, ja dopalałem papierosa. Gdy miałem już wchodzić, zobaczyłem jakiś stary zeszyt. Na jego okładce były jakieś rysunki. Podniosłem go i otworzyłem na pierwszej stronie. Było na niej przyklejone zdjęcie małej blondyneczki i jej matki. Obejrzałem te zdjęcie i to mi wystarczyło. Teraz zaczniemy prawdziwą zabawę Kochanie.

~*~

Piąta lekcja, czyli WF, a dokładniej to mój drugi ulubiony przedmiot. Czemu? Bo nauczycielem tego przedmiotu jest mój kochany tato. Uczy wychowania fizycznego od kilku lat, właściwie odkąd skończył z zawodową grą w piłkę nożną. Niestety dziewczyny i chłopcy w czwartki mają wspólny WF. Co to oznacza? Niall. Tak, jedno słowo i wszystko wiadomo. Tata kazał nam zrobić dwa okrążenia dookoła boiska. Lubię biegać i grać w różne gry zespołowe. Odziedziczyłam to hobby po tacie. Ręka dalej strasznie bolała, pojawił się na niej purpurowy siniak. Skończyłam robić okrążenia i pobiegłam do taty.
- Muszę cię zabrać na zawody z biegania. Inne dziewczyny dopiero skończyły pierwsze okrążenie. - powiedział i zaczął poganiać innych.
- Fajnie by było. - po chwili pojawił się obok nas Horan. Tata nie wie jaki z niego sukinsyn. Myśl, że się tylko pokłóciliśmy i tak ot co, skończyliśmy z naszą przyjaźnią, a ten dupek traktuje mnie jak zabawkę, którą można pomiatać.
- Ty też jesteś dobry. Stworzylibyście niezły duet. - powiedział i uśmiechnął się, nieświadomy jak bardzo wkurzył tym Niall`a. Chłopak zacisnął pięść i wrogim wzrokiem spojrzał na ojca. Nic mu nie zrobił, ani nie powiedział. Miał do niego szacunek, którym nawet nie został obdarowany jego własny ojciec. - Dobra. Gramy dzisiaj w nogę. - oświadczył tata i uśmiechnął się do pozostałych uczniów. - Robimy dwie drużyny. Numerki w dzienniku od 1 do 10 razem, reszta to druga drużyna. - powiedział. Cholera. Jestem w drużynie z Horanem. - Amelia przynieś piłkę. - przyniosłam tacie okrągły przedmiot. Oczywiście mądra ja, zapomniałam, że moja ręka jest cała sina. - Co ci się stało? - zapytał. Schowałam moją dłoń i opuściłam głowę. Widziałam groźne spojrzenie Horana. Jak tacie powiem to on mi zrobi coś o wiele gorszego.
- Wychodziłam z toalety i przez przypadek przytrzasnęłam sobie rękę drzwiami. - odpowiedziałam, a tata spojrzał na mnie podejrzliwie.
- Przyjmijmy, że ci wierzę. Możesz grać? - pokiwałam twierdząco głową i ustawiłam się na pozycji prawego pomocnika. Niall popatrzył się na mnie i na jego twarzy pojawił się drwiący uśmieszek. Tata rozpoczął naszą grę od gwizdka. Grałam całkiem nieźle, dzięki treningom ojca. Pierwsza akcja. Biegłam z piłką po prawej stronie. Ominęłam dziewczynę, która stała na obronie. Rozejrzałam się i zobaczyłam Niall`a w polu karnym. Dośrodkowałam do niego, a on jednym ruchem głowy strzelił w światło bramki. Bramkarz się pomylił i zdobyliśmy gola. Wróciłam na moją połowę. Horan podszedł do mnie.
- Niezła jesteś jak na taką łajzę. - ta, dzięki Horan.

~*~

Cholera jasna. Przeszukałam cały pokój i ani śladu po moim pamiętniku. Szukałam go dosłownie wszędzie. Opadłam bezsilnie na łóżko. Na pewno się znajdzie. Oby... Pisałam tam o wszystkim. O tym co dobre, co złe. Obsmarowywałam ludzi i nie tylko. Jeśli ktoś to znajdzie, to będę miała przesrane. Nagle usłyszałam dźwięk komórki. Dostałam smsa. Pewnie od operatora, albo od Chleo. Odblokowałam ekran i zaczęłam czytać.

Od: Nieznany

Hej Skarbie :* Znalazłem coś co należy do Ciebie. Taki mały zeszycik. Ciekawe rzeczy tam piszesz.
Nie martw się oddam Ci go, ale najpierw musisz wykonać 10 zadań. 

Zadanie pierwsze
Masz przyjść na imprezę Horana.

P.S. Ubierz się seksownie. Im mniej tym lepiej ;)

Wpakowałam się po uszy...
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej! :) Z okazji rozpoczęcia MŚ-u w siatkówce macie rozdział (i tak wiem, że tego bloga nikt nie czyta, ale nie zaszkodzi zapisać swoich myśli na tym blogu!).

wtorek, 26 sierpnia 2014

Prolog

17 sierpnia 2020, Mullingar

Mała dziewczynka bawiła się w ogródku. Lepiła babki z piasku i ozdabiała je stokrotkami. Wiedziała, że za niedługo do jej rodziców przyjdą jacyś goście. Mama mówiła coś o sąsiadach z domu po prawej. Dziewczynka wiedziała, że w tym domu mieszka chłopiec w jej wieku. Tata mówił, że będzie chodził z nią do klasy.
- Słoneczko! Chodź na chwilkę do salonu. - zawoła ją mama. Tylko jej kochana mama mówiła na nią "Słoneczko". Blondynka poprawiła swoją niebieską sukienkę, którą dostała od cioci Mileny na urodziny i weszła do salonu. Stali tam jej rodzice i jacyś ludzie, a za nimi krył się mały szatynek z niebieskimi oczami. - To są nasi sąsiedzi. Maura, Bobby i ich syn. - powiedziała mama i uśmiechnęła się do córki, która podała rękę gościom.
Po zjedzonym obiedzie, dzieci poszły pobawić się w ogrodzie. Blondyneczka usiadła na huśtawce, a mały chłopczyk patrzył się na nią i ruszał zabawnie głową. Wyglądał na zdenerwowanego.
- Co tak stoisz? Usiądź obok mnie. - zachęciła go dziewczynka i zrobiła miejsce na huśtawce. Chłopak szybko usiadł koło niej. - Będziemy razem chodzili do klasy. Cieszysz się? - kontynuowała rozmowę dziewczynka.
- Tak. - po raz pierwszy odezwał się chłopak. Blondynka uśmiechnęła się do niego. - Jak masz na imię? - zapytał chłopiec i rozbujał lekko huśtawkę. Dziewczynka podrapała się po nosie i zmierzyła chłopaka wzrokiem.
- Amelia. A ty?
- Niall. - odpowiedział. - Mogę mówić na ciebie Amy?
- Jasne. - uśmiechnęła się do niego pokazując mu swoje mleczaki. - Będziemy siedzieli razem w ławce? - popatrzyła na niego wyczekująco i zeszła z huśtawki.
- Byłoby fajnie. - również przestał się huśtać.
- Pobawimy się w piaskownicy?
- Jasne.  

~*~

- I jak się bawiłaś z Niall`em? - zapytała mama, gdy Amelka leżała już w łóżku.
- Bardzo fajnie. - powiedziała z uśmiechem.
- Wydawał się być bardzo nieśmiałym chłopcem. - powiedziała pani Furman i pogłaskała małą po głowie.
- Nie jest nieśmiały. On będzie moim mężem. - powiedziała i założyła ręce na klatkę piersiową, a jej mama się tylko zaśmiała.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej! :) Witam Was na moim pierwszym wpisie na tym blogu! Czy jestem szalona, że łączę piłkę nożną i One Direction? Yup, jestem szalona ;D Mimo wszystko zapraszam do dalszego czytania :*